sobota, 24 sierpnia 2013

Baby shower

Dzisiejszy dzień był wybitnie interesujący. Rano pojechaliśmy z Maxem na statek Jungle Queen, którym płynęliśmy kanałami przy osiedlach bardzo bogatych ludzi. Oglądaliśmy ich wille z basenami (jedna należała nawet do Bruce’a Willisa, a druga do Al Pachina) oraz jachty przycumowane przy każdej z nich, Dziewczyny wybrały już sobie przyszłych mężów, domy i statki. Po godzinie dopłynęliśmy do wyspy, na której znajdowało się najbardziej wredne zoo świata. Trzymali biedne ptaki, małpy i szopy pracze w klatkach 1x1, a na koniec zmusili nas do oglądania jak durne chłopy znęcają się nad dwoma aligatorami. Następnie wróciliśmy na statek, który odstawił nas do portu. Do umówionego przyjazdu cioci zostało 20 min, więc wszyscy poszliśmy na plażę, która okazała się przepiękna. Woda była przejrzysta i lazurowa, piasek jasny i gorący i wszędzie rosły palmy.
Gdy przyjechała ciocia od razu popędziliśmy „na dziesiątkę” (dla niewtajemniczonych – 10th street – nasz dom), przygotować przekąski na baby shower*, na który byliśmy już prawie spóźnieni.
Na imprezie wszystko było różowe – stoły, balony, dekoracje, tort… Było to dla nas nowe experience, dlatego że w Polsce nie ma takiego zwyczaju (ale niedługo go wprowadzimy). Na przyjęciu powinny być same kobiety, jednak pojawił się pewien Stu, który szybko stał się obiektem żartów naszych i pani Ali. Najbardziej interesującym punktem imprezy był moment oficjalnego rozpakowania prezentów przez Candy.
Popołudnie spędziliśmy jak zwykle w basenie i w sklepie. Teraz pozdrawiamy i idziemy spać, jutro czeka nas super dzień!

*baby shower - impreza niespodzianka przygotowywana przez przyjaciółki i damską część rodziny przyszłej mamy, miesiąc przed porodem. Goście kupują prezenty (ubranka i akcesoria dla dziecka), a na party organizowane są różne zabawy.

Piękne jak zwykle zdjęcia: https://plus.google.com/photos/108308702412711774778/albums/5915867210192779697?banner=pwa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz