Dzisiejszy dzień nie zaczął się zbyt kolorowo. Obudziła nas zdenerwowana babcia z pretensjami dlaczego nie wstajemy, przecież zaraz przyjedzie po nas ciocia i jedziemy do kościoła. Niechętnie wstałyśmy i pojechałyśmy na niedzielną mszę. Kościół okazał się w sumie jak każdy inny. Polski, z polskim księdzem i polskimi wiernymi, może tylko trochę bardziej nowoczesny i z klimatyzacją. Gośćmi na mszy byli franciszkanie, którzy służą na misji w Boliwii. Opowiadali o swojej pracy w południowej Ameryce i dzięki temu kazanie nie było aż tak nudne. Po nabożeństwie, zgodnie z ich zwyczajem, poszliśmy do przykościelnej kawiarenki na świeżo pieczone pączki i pogaduszki.
Następnie udaliśmy się do naszego domu, gdzie rozpoczęły się przygotowania do birthday party chłopców. Ciocia zajęła się przygotowywaniem potraw, a nas wysłała po mango do siostry wujka Daniela- Kariny. Jej mąż jest architektem dlatego ich dom jest urządzony bardzo designersko. Poznałyśmy również ich dzieci (Pawła i Weronikę) z którymi poszliśmy zbierać mango, a Kasia i Basia próbowała swoich sił w jeździe na deskorolce. Z pełnymi torbami owoców wrócliśmy na 10th street, gdzie ciocia Ania zagoniła Olę i Basię do robienia sushi.
Następnie udaliśmy się do naszego domu, gdzie rozpoczęły się przygotowania do birthday party chłopców. Ciocia zajęła się przygotowywaniem potraw, a nas wysłała po mango do siostry wujka Daniela- Kariny. Jej mąż jest architektem dlatego ich dom jest urządzony bardzo designersko. Poznałyśmy również ich dzieci (Pawła i Weronikę) z którymi poszliśmy zbierać mango, a Kasia i Basia próbowała swoich sił w jeździe na deskorolce. Z pełnymi torbami owoców wrócliśmy na 10th street, gdzie ciocia Ania zagoniła Olę i Basię do robienia sushi.
Przed godziną 3 p.m. zaczęli zjeżdżać się goście. Na stole królowały zimne przekąski, ale też można było zjeść kurczaka, wegetariańskie gołąbki i ryż z warzywami. Podczas przyjęcia poznaliśmy większość rodziny i przyjaciół
rodziny K. Impreza rozkręciła się, a my wraz z gromadką dzieci wskoczyliśmy do ciepłego basenu. Po kilku godzinach wszyscy opuścili nasz apartament, a my pozostaliśmy z lodówką pełną pyszności.
Pozdrawiamy i życzymy miłego tygodnia.
Kilka nowych foteczek: https://plus.google.com/photos/108308702412711774778/albums?banner=pwa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz