Podróż - bezproblemowo.
Pierwszy lot minął jak z bicza strzelił, potem dzikim pędem fińskiego renifera zagalopowaliśmy do terminala 37 na helsińskim lotnisku. Zajmując miejsca na samym środku, a zarazem końcu, samolotu linii Finnair nie mogliśmy doczekać się pierwszego posiłku jeszcze przed odlotem. Jak się później okazało, trzeba było czekać około godziny, ale nie na darmo (na szczęście za darmo).. Jednak czas ten umiliły nam telewizorki przed każdym siedzeniem, obsługiwane palcem i pilotem. Mogliśmy do woli grać, oglądać filmy i słuchać muzyki, a także obserwować drogę naszego pięknego airbusa o opływowych kształtach. W końcu obiad - kurczak z ryżem, w dziwnym sosie, z marchewką i fasolką, makaron z oliwkami i fasolką, bułeczka, masełko, ananas i woda, w dziwnym opakowaniu. Następnie pojawili się stewardesy i stewardy o fińskim wyglądzie..
Zrobiło się nudno, zamroczyło nas, aż tu nagle.. GRENLANDIA i jej zaśnieżone szczyty. To był piękny widok! :)
Między graniem, oglądaniem i obserwacjami, chodziliśmy na krótkie spacery do toalety i po picie. Niespodziewanie zrobiliśmy się okropnie głodni, ale na szczęście mieliśmy wafle ryżowe i ciasteczka! Wreszcie na pokładzie samolotu wielkie poruszenie..idą kanapki! Basia zadowolona, bo bez mięsa, a za to z fetą, pomidorami i pesto! :D Uradowani możemy podchodzić do lądowania i tu zaczynają się schody! TELEPIE!! Kasia łapie Basię i Olę za ręce, krzycząc i przepraszając jednocześnie. Ola, chcąc rozładować napięcie rozbraja nas cudownym tekstem, wprawiając polskich pasażerów w śmiech.
Wylądowaliśmy! Nie było tak źle, jak mówiła ciocia z Florydy. Kolejka do odprawy imigracyjnej poszła szybko, bagaże znalezione, szukamy pani Kasi, ale i to odbyło się w oka mgnieniu.
Jedziemy. Widoki za oknem skutkują piskami w samochodzie, w szczególności na widok Manhattanu. Kiedy dojechaliśmy do YMCA, czekało nas tu miłe zaskoczenie. Wbrew opiniom internautów jest czysto, miło i przyjemnie. Mamy śniadania, a do dyspozycji basen, zajęcia jogi i siłownię! SZOK!
Spragnieni, poszliśmy szukać wody, mijając polskie sklepy, a teraz czekamy na umówione spotkanie z panią Kasią, która ma nam pokazać najbliższą stację metra i okolice.
Nowojorskie buziaki,
K&O&B
P.S. Chciałyśmy wrzucić parę zdjęć, ale nie możemy :( Jak nam się tylko uda, to się pojawią :)
Pierwszy lot minął jak z bicza strzelił, potem dzikim pędem fińskiego renifera zagalopowaliśmy do terminala 37 na helsińskim lotnisku. Zajmując miejsca na samym środku, a zarazem końcu, samolotu linii Finnair nie mogliśmy doczekać się pierwszego posiłku jeszcze przed odlotem. Jak się później okazało, trzeba było czekać około godziny, ale nie na darmo (na szczęście za darmo).. Jednak czas ten umiliły nam telewizorki przed każdym siedzeniem, obsługiwane palcem i pilotem. Mogliśmy do woli grać, oglądać filmy i słuchać muzyki, a także obserwować drogę naszego pięknego airbusa o opływowych kształtach. W końcu obiad - kurczak z ryżem, w dziwnym sosie, z marchewką i fasolką, makaron z oliwkami i fasolką, bułeczka, masełko, ananas i woda, w dziwnym opakowaniu. Następnie pojawili się stewardesy i stewardy o fińskim wyglądzie..
Zrobiło się nudno, zamroczyło nas, aż tu nagle.. GRENLANDIA i jej zaśnieżone szczyty. To był piękny widok! :)
Między graniem, oglądaniem i obserwacjami, chodziliśmy na krótkie spacery do toalety i po picie. Niespodziewanie zrobiliśmy się okropnie głodni, ale na szczęście mieliśmy wafle ryżowe i ciasteczka! Wreszcie na pokładzie samolotu wielkie poruszenie..idą kanapki! Basia zadowolona, bo bez mięsa, a za to z fetą, pomidorami i pesto! :D Uradowani możemy podchodzić do lądowania i tu zaczynają się schody! TELEPIE!! Kasia łapie Basię i Olę za ręce, krzycząc i przepraszając jednocześnie. Ola, chcąc rozładować napięcie rozbraja nas cudownym tekstem, wprawiając polskich pasażerów w śmiech.
Wylądowaliśmy! Nie było tak źle, jak mówiła ciocia z Florydy. Kolejka do odprawy imigracyjnej poszła szybko, bagaże znalezione, szukamy pani Kasi, ale i to odbyło się w oka mgnieniu.
Jedziemy. Widoki za oknem skutkują piskami w samochodzie, w szczególności na widok Manhattanu. Kiedy dojechaliśmy do YMCA, czekało nas tu miłe zaskoczenie. Wbrew opiniom internautów jest czysto, miło i przyjemnie. Mamy śniadania, a do dyspozycji basen, zajęcia jogi i siłownię! SZOK!
Spragnieni, poszliśmy szukać wody, mijając polskie sklepy, a teraz czekamy na umówione spotkanie z panią Kasią, która ma nam pokazać najbliższą stację metra i okolice.
Nowojorskie buziaki,
K&O&B
P.S. Chciałyśmy wrzucić parę zdjęć, ale nie możemy :( Jak nam się tylko uda, to się pojawią :)
Cóż takiego powiedziała Ola ?
OdpowiedzUsuń