czwartek, 22 sierpnia 2013

Nasze przekleństwo - ROSS

Czy te zakupy się kiedyś skończą? Najgorsze w nich jest to, że w kółko jeździmy do tych samych sklepów (najczęściej do wymienionego w tytule ROSSa). Dzisiaj od rana znów czekał na nas shoppingowy maraton z ciocią Anią. Najpierw razem chodziliśmy po galerii, gdzie zjedliśmy również pyszne tortille, a potem ciocia zostawiła nas w TJ-Maxxie i kolejnym Rossie. Szybko obskoczyliśmy oba sklepy, po czym czekaliśmy w południowym, prażącym słońcu, aż ciocia skończy załatwiać sprawy w banku i po nas przyjedzie. Okrutnie zmęczeni wsiedliśmy do klimatyzowanego samochodu, z chęcią powrotu do domu. Po drodze czekała nas (a szczególnie Bartka) niespodzianka. Odwiedziliśmy salon z łódkami, skuterami, kładami i duuuużą ilością motorów. O 17 wróciliśmy do domu i od razu rzuciliśmy się do basenu, aby złapać ostatnie promienie słońca. Później wyprawa dla chętnych do sklepu, jeszcze raz kąpiel w basenie, już przy gwiazdach i sztucznym oświetleniu (połączona z wodnym joggingiem i aerobikiem) i wieczorna toaleta.

Pozdrawiamy wszystkich i bardzo żałujemy, że nie dałyśmy rady obejrzeć dzisiejszego meczu.
Kilka średnio ciekawych foteczek: https://plus.google.com/photos/108308702412711774778/albums/5915133100612494689?banner=pwa

P.S. Mamo, tu Basia, przeczytaj e-maila :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz