wtorek, 27 sierpnia 2013

CSI: Miami

Miami okazało się naszym dzisiejszym największym rozczarowaniem. Pojechaliśmy tam dzisiaj z panią Alą, ale już po godzinie wróciliśmy. Najpierw poszliśmy na plaże, która co prawda była ładna, a woda po prostu marzenie  - czysta i błękitna. Przeszliśmy się po niej w tą i z powrotem, jednak na dłuższą metę nie było co tam robić. Kompletny brak życia, ludzi i jakichkolwiek atrakcji. Potem - shopping. Najpierw po butikach wzdłuż oceanu, a potem w galerii handlowej. Butiki były w większości pozamykane, a w dodatku nie były butikami, tylko salonami fryzjerskimi, kawiarniami albo kosmetyczkami. W galerii też nie mieliśmy czego szukać, bo po prostu... marki były tak drogie, że nie stać by nas było nawet na chusteczki higieniczne z ich logiem. Tak więc postanowiliśmy wracać, a po drodze odwiedzić naszych starych dobrych kolegów: ROSSa, TJ Maxxa i Marshalla (wszystko to outlety). Wyczerpani i zgłodniali kupowaniem poszliśmy na pizzę. Niestety okazało się, że nie można zjeść jej w pizzerii (lub pizzerni jak mówi babcia), więc wzięliśmy ją na wynos i zjedliśmy do domciu.
Pod wieczór, kiedy upały troszkę odpuściły, pojechaliśmy na wycieczkę rowerową po sklepach z pamiątkami. Babcia T przejechała raz na czerwonym świetle, za co została pamiętliwie upomniana.
Wieczór jak zwykle, dom, basen i turniej bilarda. :)

Dzisiaj oceaniczny klimat: https://plus.google.com/photos/108308702412711774778/albums/5916960859141789521?banner=pwa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz